Nickelblock – wymaż Nickelback ze swojej przeglądarki

Dodając poprzedni wpis dotyczący Auto-Tune Phone, myślałem sobie, że mało jest rzeczy tak znienawidzonych w świecie muzyki jak ten efekt. Zapomniałem o Nickelback.

Jeśli nie chcesz więcej usłyszeć o tej bandzie podstarzałych „rockmanów” z farbowanymi włosami zainstaluj w swojej przeglądarce (wtyczka jedynie dla Google Chrome) Nickelblock. Tak to wygląda w działaniu:

Niestety, zablokowanie wszystkiego, co wiąże się z Nickelback jest niemożliwe.

Brakuje mi też możliwości blokowania zdjęć grupy i okładek ich płyt. Nie znam się na pisaniu wtyczek do przeglądarek, ale chyba nie jest to trudne, czy jest? (edit: poniższą grafikę nazwałem Nickelback Google Images i na Chrome z zainstalowanym Nickelblockiem widzę tylko szary kwadrat)

Nickelblock to doskonałe rozwiązanie dla tych z Was, których rodzina czasami prosi o pomoc w sprawie komputerów. Jeśli macie jakieś młodsze kuzynki, kuzynków, którzy dopiero zaczynają interesować się muzyką, to możecie ich uchronić przed spotkaniem się z Chadem Krogerem i spółką. Tylko kto z Waszej rodziny używa Google Chrome?

Nickelblock – wymaż Nickelback ze swojej przeglądarki

Auto-Tune Phone. Halo? Cześć, mówi T-Pain.

Kojarzycie T-Paina? Jedna z bardziej irytujących postaci współczesnej muzyki rozrywkowej. Znany jest głównie z tego, że nikt nie wie, jak brzmi naprawdę, bo w każdym z kawałków używa Auto-Tune, efektu, dzięki któremu każdy może śpiewać cokolwiek i jakkolwiek a i tak zabrzmi to w miarę równo i czysto.

Auto-Tune Phone to aplikacja (iOS) pozwalająca na to, aby z takiego efektu korzystać w trakcie rozmów telefonicznych. Jak to brzmi?

 

Warto odnotować, że aplikacja nie jest darmowa. Kosztuje 2$ i po zakupie dostajemy 30 minut używania efektu w trakcie rozmowy. Następne 20 minut kosztuje 1$, a pakiet 3 godzin – 5$. Biorąc to pod uwagę, można przypuszczać, że liczba jej użytkowników w Polsce będzie śmiesznie niska.

Recenzje nie są też najlepsze, więc cóż mogę dodać? Wiedzcie, że taka aplikacja istnieje, ale jeśli nie musicie (czy jest ktokolwiek, kto musi?) to jej nie kupujcie.  Przyspieszcie śmierć Auto-Tune’a.

ps. Jest jeden jedyny pozytyw wynikający z tego, że auto-tune kiedykolwiek ujrzał światło dzienne – Bed Intruder Song.

 

Auto-Tune Phone. Halo? Cześć, mówi T-Pain.

Isle of Tune – Sim City dla songwriterów

Dziś dla zabicia kilku niecennych minut polecam Isle of Tune. Buduj ulice, stawiaj latarnie, kwietniki, drzewa i domki. Każdemu z elementów przyporządkuj, któryś z dźwięków i sprawdzaj, jak to wszystko ze sobą gra. Można również wybierać ton dźwięków (rozróżnienie na pory roku) oraz korzystać z gotowych loopów.

Przebój raczej dzięki tej stronie nie powstanie, ale pomysł jak najbardziej godny pochwały, bo i ładne to i łatwe w obsłudze. Jak to w Internecie, tak i tutaj, oczywiście musieli znaleźć się no-liferzy, którzy na tworzeniu własnej muzycznej wyspy poświęcili ładnych parę chwil.  Najlepiej ocenianą jest Beat It, która odgrywa wiadomo jaką piosenkę.

Isle of Tune dostępne jest w wersji webowej oraz iOS (za darmo).

Isle of Tune – Sim City dla songwriterów

Baroque Me – Jan Sebastian Bach 2.0

Piątek, piąteczek, piątunio. Do końca pracy zostało kilka godzin i mam propozycję jak można ten czas skrócić o jakieś 5 minut. Baroque.me to sympatyczna strona, która odgrywa preludium do suity na wiolonczelę Jana Sebastiana Bacha (dobrze mówię, znawcy muzycy klasycznej?) Nie byłoby oczywiście w tym nic niezwykłego, gdyby chodziło o odgrywanie jednej kompozycji, bo w tym wypadku w zupełności wystarczyłby youtube, wrzuta czy inny chomik player.

To, czego nie mają powyższe strony to fajna wizualizacja, która pozwala na to, aby dla chwili relaksu powpatrywać się na nią przez 2 minuty. Pozostałe 3 minuty z czasu, który ma się do stracenia, można przeznaczyć na zabawę. Po na najechaniu kursorem na kółka odgrywające kolejne nuty, następuje zwolnienie prędkości z jaką punkty się porusza a powolne poruszenie myszki na boki pozwala zakłócić tor, po którym porusza się wybrana kulka.

Po kliknięciu na punkt, można go przenieść na dowolne miejsce a pozostałe podążą za nim. Zresztą, nie ma tu sensu więcej opisywać. Wchodźcie na baroque.me i sami posprawdzajcie, o co chodzi. Czas się sam nie straci.

Więcej o projekcie, o tym jak powstawał i jak działa przeczytacie na stronie autora – Alexandra Chena. Warto odnotować, że ten gość stoi za ciekawym projektem mta.me oraz za  gitarowym Google Doodle.

Baroque Me – Jan Sebastian Bach 2.0

Mustachiness – piosenki jako wąsy, po prostu.

Kolejna ciekawostka, która narodziła się w trakcie Music Hack Day w Bostonie. Mustachiness to strona, na której wybrane utwory prezentowane są jako wąsy.

Strona przetwarza różne dane dotyczące kawałków z Last FM i Echo Nest, po czym zamienia je na wąs. Kształt wąsa i jego kolor nie jest bez znaczenia. Zakręty na wąsie pojawiają się tam, gdzie są głośniejsze momenty utworu. Ogólna grubość wąsa oddaje ogólną głośność piosenki. Przestrzeń między wąsami pokazuje  „gorącość” utworu (im większa, tym większy przebój). Kierunek zakręcenia wąsa: w górę – bardziej energetyczny numer, w dół – mniej. Energia też oddawana jest poprzez kolor. Im wąs ciemniejszy, tym utwór spokojniejszy.

Tak wygląda przykładowy piosenkowąs, Kanye West – Stronger.

W bazie znajduje się obecnie 45000 wąsów i jak chwalą się autorzy, jest to największa kolekcja piosenkowąsów na świecie. Mi brakuje oczywiście możliwości dodania własnego numeru, pozostaje jedynie przeglądanie tego, co już znajduje się na stronie. Wąsy posegregowane są latami i gatunkami, co pomaga przeglądać bazę.

Warto odnotować, że dochód ze sprzedaży wąsiastych koszulek i kubków wspiera organizację Movember, która ma na celu uświadamiać społeczeństwo amerykańskie na temat raka prostaty.

Mustachiness to jedna z tych stron, na które można wejść w wolnej chwili, poklikać 5 minut i nie wracać na nie nigdy więcej. Swoją drogą, ciekawe, jak jako wąs wyglądałby ten numer…

Mustachiness – piosenki jako wąsy, po prostu.

Myxer – słuchaj muzyki ze znajomymi z Facebooka.

Myxer to kolejna próba – po turntable.fm, rolling.fm, console.fm, itp podejścia do tematu społecznościowego słuchania muzyki. Aplikacja niestety jak dotąd jest dostępna tylko w USA, ale na podstawie tego, co da się o niej przeczytać, można wysnuć parę wniosków nawet bez używania jej.

Po zalogowaniu się na swoje konto w Facebook, dzięki Myxer możemy tworzyć pokoje, dołączać do już istniejących, zapraszać do nich swoich znajomych. W samych pokojach oczywiście słucha się muzyki, która na podstawie tego, co wpisaliśmy tworząc pokój dobierana jest z bazy liczącej 12.000.000 utworów. Przebywający w pokoju mogą, podobnie jak np. w Turntable.fm, głosować na aktualnie emitowaną piosenkę. W przypadku, gdy utwór otrzyma dużo głosów negatywnych, system automatycznie przeskakuje do następnej pozycji na playliście. Algorytm zlicza wszystkie głosy „za” i „przeciw”, ucząc się niejako gustów użytkowników przebywających w danym pokoju.

Jak dotąd raczej nic specjalnego, ale warto trochę uwagi poświęcić innowacyjnej funkcji Song Story. Aż dziw bierze, że nikt wcześniej na coś takiego nie wpadł.  Funkcja ta pozwala bowiem na nagranie krótkiego (15-20 sek.) komentarza dotyczącego danego utworu. Można więc podzielić się ze światem (tak, nie tylko ze znajomymi, historia pojawia się na podstronie utworu) jakąś wzruszającą historią, która wiąże się z danym kawałkiem czy opowiedzieć o spotkaniu z danym wykonawcą. Firmy natomiast mogą wykupować takie opowiedzenie „historii”, dzięki czemu mogą łatwo budować więź między marką a daną piosenką. O ile zrozumiałem, będzie to powodować to, że po prostu słuchacze będą słuchali reklam, ale wiąże się to z tym, że Myxer jest i ma być całkowicie darmowy. W wersji mobilnej (wersje na iOS i Android mają ukazać się „wkrótce”) funkcja ta wygląda tak.

 

No cóż, nie pozostaje nam więc nic innego, jak czekać na dzień, kiedy Myxer będzie dostępny w Polsce. Obawiam się jednak, że dogadanie się z naszymi wytwórniami może być w tym przypadku (jak pewnie i w przypadku polskich wersji dla Turntable.fm czy Spotify) kłodą trudną do przeskoczenia. Mało tego, obawiam się, że rynek polski nie jest w planach twórców Myxera na priorytetowych pozycjach.

Żródło: evolver.fm

Myxer – słuchaj muzyki ze znajomymi z Facebooka.

Drinkify – dopasuj drinki do muzyki, której słuchasz

Każdy ma takie piosenki, których słucha tylko wtedy, kiedy pije określony rodzaj alkoholu (u mnie „Hej sokoły” współgrają jedynie z wódką weselną).  Co jednak począć, kiedy słucha się czegoś i nie jest się do końca pewnym, czego można byłoby się w danej chwili napić? (są ludzie, którzy mają taki problem?)

Wtedy z pomocą przychodzi Drinkify – kolejna fajna web-aplikacja stworzona w trakcie Music Hack Day w Bostonie. Wpisujesz, czego akurat słuchasz a strona podpowiada Ci, jaki drink pasowałby do słuchania danego artysty.

Wyniki są całkiem zabawne. Do Snoop Dogga oczywiście sugerowany jest gin z sokiem, a do Justina Biebera bezalkoholowe Red Bulle.  Zgadnijcie, co proponowane jest słuchaczom Behemotha 😉


Aplikacja (nota bene – powstała w 24 godziny) korzysta z The Echo Nest, Last.fm i doświadczenia autorów połączonego z poczuciem humoru.

Wśród aplikacji powstałych na ostatnim Music Hack Day chyba właśnie Drinkify spotkała się z najcieplejszym przyjęciem. Wieść o niej bardzo szybko roprzestrzenia się na Twitterze, co możecie sprawdzić sami.

Wszystko fajnie, tylko dlaczego do słuchania Metaliki polecają jakiś Captain Morgan Spiced Rum a nie whisky w słoiku?

Drinkify – dopasuj drinki do muzyki, której słuchasz