Plan-a-Jam – co tracimy nie mając Spotify

Trafiłem na informację o ciekawej aplikacji na Facebooka i mimo, że wymaga ona także konta na Spotify, którego w Polsce się pewnie prędko nie doczekamy, to pomyślałem, że mimo wszystko napiszę o niej, aby pokazać, jak fajne rzeczy omijają nas z tego powodu.

Plan-a-Jam jest prostą aplikacją pozwalającą na zaplanowanie playlisty na organizowane przez nas przyjęcie. Sprawdza ona po prostu, jakie utwory lajkowały w ostatnim czasie osoby, które potwierdziły swoją obecność na wydarzeniu. Ci artyści i te numery, które były lubiane przez większą liczbę osób grają częściej niż pozostałe nagrania. Aplikacja w kilka sekund generuje playlistę, którą, kiedy przyjdą goście, można odpalić ze swojego Spotify. Proste i fajne.

Plan-a-Jam – co tracimy nie mając Spotify

Muzo – że niby polskie Spotify?

Trochę przespałem premierę muzo.pl, projektu okrzykniętego jako polskie Spotify. No może nie przespałem, bo korzystałem z niego od pierwszego dnia obecności, ale nie chciałem pisać tutaj o tych wszystkich oczywistościach, które można poczytać na innych serwisach. Potestowałem więc wersję PC przez dłuższy czas.

To, co w pierwszej chwili rzuca się w oczy/uszy, to baza utworów. Twórcy muzo mówią o milionie dostępnych utworów i zaznaczają, że do końca roku baza ma się powiększyć pięciokrotnie (Spotify ma 15.000.000) . Są co prawda dostępne całkiem spore zasoby utworów będących obecnie na najwyższych rotacjach w rozgłośniach radiowych (większość z nich pochodzi z katalogu Universala), ale jeśli ktoś słuchający mniej popularnych gatunków będzie chciał znaleźć coś dla siebie, to może mieć z tym problem.

Widać także, że do tej pory z serwisu nie korzysta zbyt wiele osób, skoro nawet jednej kreski popularności nie mają największe hity Rihanny.

Nie ma co oczywiście winić za to twórców muzo. Aplikacja jest w fazie beta, wspominały o niej jedynie portale technologiczne a fani Rihanny w Polsce raczej nie są stałymi czytelnikami Antyweba czy innych stron tego typu. A jeśli już fani RiRi trafią do muzo, to czy znajdą muzykę, której lubią słuchać? Wziąłem zestawienie Gorącej 20 Radia Eska z 23 kwietnia. Na 20 utworów z listy w muzo znalazłem jedynie 9.  Myślę, że to zdecydowanie za mało.

Przeszukując bazę, zauważyłem spore uchybienie – brak ujednolicenia przy pisaniu nazw. Jeśli ktoś chce sobie przejrzeć dyskografię Jay-Z, to będzie musiał przejrzeć aż trzy rekordy artysty:

W poszczególnych rekordach znajdują się też jakieś mikstejpy i składanki, na których pojawił się Jay-Z. Moim zdaniem powinien być wprowadzony podział na oficjalną dyskografię i pozostałe albumy, na których można danego wykonawcę usłyszeć.

Innym problemem jest dla mnie opis utworów. Zdaję sobie sprawę, że twórcy muzo zaciągnęli po prostu tytuły i opisy od wytwórni, ale pokazuje to tylko jak duży bałagan mają nawet największe wydawnictwa. Przykład?

Powyżej widać singiel Rihanny. Oprócz tego, że w żadnym miejscu nie jest wspomniane to, że jest to nagranie „feat. Calvin Harris”, w związku z tym po wpisaniu Calvina Harrisa do wyszukiwarki ten numer nam się nie pojawi, to nie ma też wspomniane, jak nazywają się poszczególne remiksy i kto jest ich autorem. Podobnie w wielu wypadkach jest właśnie z występami gościnnymi na różnych albumach. Przy starcie serwisu bardzo mocno eksponowane było to, że można w nim posłuchać nowej płyty Nicki Minaj. Gdzieś obiło mi się o uszy, że na płycie pojawia się Lil Wayne, więc postanowiłem, że to dobra okazja, żeby sprawdzić ten kawałek. Niestety, przy żadnym z utworów na tym albumie nie ma informacji o gościach, co, podobnie jak w przykładzie z Rihanną sprawia, że nie tylko nie wiadomo do końca czego i kogo się słucha, to także dane utwory nie pojawiają się w wyszukiwaniu. A jest to błędem, bo na przykład taki utwór jak Eminem feat. Rihanna „Love the Way You Lie” jest raczej istotny w dyskografii artystki z Barbadosu, a w muzo można go znaleźć podpisanego jedynie jako Eminem.

Niestety dużo gorzej jest w sekcji radiowej i prawdę powiedziawszy, nie sądzę, aby znaleźli się użytkownicy, którzy potraktują tę funkcjonalność jako realna alternatywę dla internetowych platform radiowych w stylu open.fm. Nie do końca przemyślano tu bowiem stacje: czemu służy podział na hip-hop i rap, albo kto w Polsce będzie słuchał country lub gospel? Moje doświadczenie podpowiada mi, że prawie nikt. Utwory w stacjach dobierane są chyba losowo. Zdarza się tak, że grają dwa numery jednego wykonawcy z rzędu, co w radiach zdarzać się nie powinno. Grają tutaj także gadane intra i outra płyt a w większości stacji, które grają gatunki jakkolwiek mi znane, wśród trzech pierwszych utworów przynajmniej jeden był kompletnie anonimowy i najczęściej zupełnie od czapy (to chyba 2. kawałek zaproponowany w stacji house). Nie ma się co nad zakładką radio rozwodzić, niestety, stacje w muzo są moim zdaniem po prostu niesłuchalne.

Reasumując, uważam, że w obecnej formie muzo.pl nie ma szans na odniesienie sukcesu. Nie ma bowiem grupy użytkowników, których by usatysfakcjonował:

  • Dzieciaki słuchają muzyki z youtube i wrzuty i jeśli już mają wydać 10 zł na jakąkolwiek usługę internetową to zapłacą za chomika, gdzie znajdą prawie wszystko, co ich interesuje. Tym bardziej, że dostępność do ulubionych nagrań na telefonach ma dla nich wartość chyba tylko wtedy, kiedy mogą sobie utwory przesyłać. Kuzyn mieszkający w małym miasteczku opowiadał mi o tym, że to u nich norma, że na przerwach chodzi się, słuchając muzyki z głośników komórek. Kiedy ktoś słucha czegoś fajnego, to podchodzi się i prosi o podesłanie. Muzo zupełnie nie pokrywa tu ich zapotrzebowań. Z chomika ściągną nie tylko muzykę, ale i ulubione seriale, więc, przyjmując, że oczywiście nie zależy im na legalności swoich zachowań, po co mają płacić za coś, gdzie nawet nie znajdą co drugiego przeboju z Radia Eska?
  • Ludzie wkręceni w muzykę pewnie nie znajdą tu artystów i utworów, którzy by ich interesowali. Jest to pewnie jedyna grupa będąca w stanie płacić co miesiąc, aby mieć dostęp do nowości i mieć ulubioną muzykę zawsze pod ręką. Przy tak małej bazie nie mają oni jednak w muzo czego szukać.
  • Ci, którzy chcą używać muzo jako radia – opisałem powyżej.

Żeby nie było, że się czepiam – po prostu lekko irytowały mnie wszystkie hurraoptymistyczne recenzje, które nijak nie pokrywały się z tym, co czułem, korzystając z muzo. Rozumiem, że jest to wersja beta i mam nadzieję, że moja ocena pomoże w ulepszeniu tego produktu, bo nie ukrywam, że ceny są na tyle korzystne, że sam z chęcią zostałbym subskrybentem jeśli muzo zaspokajałoby moje muzyczne potrzeby. Fajnie też, że ktoś w Polsce podjął się stworzenia serwisu tego typu, ale jeśli muzo ma przetrwać na rynku i odnieść sukces, to potrzebne są zmiany. Dużo zmian.

Muzo – że niby polskie Spotify?

Incredibox – poremiksuj sobie w wolnej chwili

Francuski bitbokser The Incredible Polo znalazł bardzo fajny sposób na promowanie swojej twórczości w sieci. Na tej stronie znajdziecie aplikację webową pozwalającą na remiksowanie jego ostatniego wydawnictwa. Żeby to robić nie trzeba nic umieć. Wystarczy dowolnie wybraną melodię, efekt, bit czy chórek przeciągnąć na gościa, aby ten zaczął wydawać wybrany odgłos.

Wprowadzono tutaj także element gry. Aby przejść pierwszy level i tym samym mieć dostęp do dalszych części nagrania, trzeba użyć siedmiu właściwych dźwięków. W drugiej planszy trzeba już właściwie wykorzystać wszystkie dostępne próbki. Aplikacja wygląda fajnie, miło się z niej korzysta. W sam raz, aby przybliżyć o kilka minut moment fajrantu.

Incredibox – poremiksuj sobie w wolnej chwili

SoundCloud i Ableton łączą siły

Twórcy SoundCloud, chyba najlepszego muzycznego start-upu ostatnich lat, poinformowali o nawiązaniu współpracy z Abletonem, jednym z popularniejszych producentów oprogramowania do robienia muzyki. Oba podmioty pochodzą z Berlina, więc dystans przy nawiązywaniu współpracy nie był żadnym problemem. Na czym współpraca ma polegać? Na początek użytkownicy Abletona dostali opcję bezpośredniego uploadowania swoich kawałków na SoundCloud oraz możliwość korzystania z SoundCloudPro za darmo przez 5 miesięcy

A co dostaną użytkownicy SoundCloud? Całkiem sporo. Każdy zarejestrowany użytkownik dostanie darmową kopię Ableton Live Lite 8. Dodatkowo na maj zaplanowany jest konkurs dla użytkowników SC i Abletona, w którym trzeba będzie robić muzykę z sampli dostarczonych przez M83, Junior Boys oraz Nosaj Thing.

SoundCloud i Ableton łączą siły

Tak będą wyglądać teledyski przyszłości?

Australijska raperka Iggy Azalea opublikowała teledysk do kawałka „I Think She Ready”. Jest to pierwszy tego typu interaktywny teledysk na świecie. Jego interaktywność polega na tym, że w każdej chwili można kliknąć na postacie występujące w klipie, aby otrzymać listę ubrań i dodatków, jakie mają na sobie od razu z odnośnikami do sklepów internetowych. Jeśli ta funkcjonalność wejdzie na stałe do teledysków w Internecie (czemu miałaby nie wejść?), to dziewczyny chyba oszaleją ze szczęścia. Oglądam teledysk Rihanny, podoba mi się jej koszulka, klik-klik, kupiona.

Tak będą wyglądać teledyski przyszłości?

Historia muzyki na osi czasu Spotify

Wiem, wiem, Spotify w Polsce nie ma i prędko nie będzie, więc nie ma sensu za często o tym serwisie pisać, ale tym razem warto odnotować jedną drobnostkę. Mimo, że cały czas nie potrafię zrozumieć, dlaczego niby oś czasu ma być lepsza niż dotychczasowe strony, to trzeba przyznać, że ta nowa funkcjonalność daje całkiem spore pole do popisu twórcom profili. No i wspomniane Spotify jest tutaj dobrym przykładem. Ze swojej osi czasu zrobili oni muzyczną podróż w czasie, dzięki której nie tylko wzmacniają „muzyczność” swojego brandu, ale przy okazji edukują użytkowników. Oś czasu startuje w 1001 roku, kiedy zaczęto eksperymentować z dźwiękami organów i prowadzi poprzez narodziny wielkich kompozytorów aż do współczesności. Przy każdym wpisie jest link, który pozwoli zapoznać się z twórczością danej postaci, oczywiście w serwisie Spotify.

 

Historia muzyki na osi czasu Spotify