Lista najczęściej Shazamowanych utworów w Polsce

Shazam-Logo

Wspomniany w poprzednim wpisie szef muzyczny BBC, George Ergatoudis w jednym z wywiadów przyznał, że jednym z najbardziej miarodajnych czynników obrazującym popularność danego utworu są dla niego statystyki z aplikacji Shazam.

Tutaj krótkie wyjaśnienie dla tych, którzy nie wiedzą czym jest Shazam. Jest to aplikacja rozpoznająca muzykę – słyszymy fajny kawałek w radiu, nie wiemy co to jest, wyjmujemy smartfona, dajemy Shazamowi posłuchać tego utworu i po chwili widzimy jego tytuł i wykonawcę.

Ergatoudis wspomniał o tym, że podobno był niemały popłoch w wytwórniach, kiedy pluggersi (ludzie, którzy odpowiadają za kontakty z rozgłośniami radiowymi, którym przedstawiają np. nadchodzące premiery i artystów z katalogu, którymi warto się zainteresować) przekazali, że szef muzyki w BBC bierze też pod uwagę liczby z Shazama.

Wyświetlenia na YouTube, fani na Facebooku, followersi na Twitterze – wszystko to jest brane pod uwagę przy doborze kawałków do playlisty, ale wszystko to można kupić. Shazam pokazuje, co tak naprawdę ludziom się podoba. Nie ma tutaj miejsca na żadną manipulację.

Dla mnie, jako music programmera, to bardzo ważne narzędzie, dlatego tym bardziej cieszę się, że zestawienie najczęściej shazamowanych utworów jest dostępne także dla Polski. Specjalnych zaskoczeń nie ma, choć warto pamiętać o tym, że prawdopodobnie liczba użytkowników aplikacji nie jest jeszcze tak duża, żeby przykładać wagę do miejsc spoza pierwszej dwudziestki, bo tam różnice w zapytaniach mogą być minimalne.

Reklamy
Lista najczęściej Shazamowanych utworów w Polsce

Większość ruchu na Spotify to odłsuchania 14 playlist?! (edit: nieprawda)

George Ergatoudis, jedna z ważniejszych osób w brytyjskim biznesie muzycznym, napisał na swoim Twitterze dość zaskakującą rzecz:

 

Jeśli byłoby to prawdą (jak tylko Ergatoudis jakoś to potwierdzi, to ja też dam znać. EDIT 11.07.2014: jednak okazało się to nieprawdą), oznaczałoby to, że przy ciągłym rozroście streamingu może dojść do sytuacji, gdzie najpopularniejsi twórcy playlist, podobnie jak teraz właściciele najpopularniejszych muzycznych kanałów na Youtube (m.in. Majestic Casual czy UKF) będą mieli olbrzymią moc w promowaniu nowej muzyki.

Obecnie sytuacja wygląda tak, że najpotężniejsi są szefowie muzyczni w radiach, decydujący o tym, co będzie grane a co nie. Radio pozostaje bowiem nadal najpopularniejszym miejscem, w którym poznaje się nową muzykę. Olbrzymia popularność smartfonów, coraz powszechniejszy i łatwiejszy dostęp do szybkiego internetu w telefonach, a w przyszłości także w samochodach, powodować będzie zmniejszanie się roli radia.

Swoją drogą ciekawe, czy playlisty, o których pisał Egratoudis to te tworzone przez użytkowników, czy też przez Spotify. Ta druga opcja wydaje się jednak dużo bardziej prawdopodobna, ale niestety stwarza też pole do nadużyć. Duże wytwórnie mogą się w takiej sytuacji dogadywać ze Spotify na ekskluzywny materiał w zamian za granie go w najpopularniejszych playlistach. Przełoży się to także z miejsca na zarobki takich wytwórni i artystów.

Jeśli jednak są to playlisty użytkowników, to warto już teraz zacząć próbować tworzyć swoje i mieć nadzieję, że jakimś cudem zostaną dostrzeżone przez użytkowników Spotify. W takiej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić do obserwowania mojej playlisty 🙂

EDIT 11.07.2014 – Alison Bonny ze Spotify zaprzeczyła tym informacją. Cytując więc Jacka Jońcę, wypada powiedzieć mi tylko „zostawmy to, nieważne”.

 

Większość ruchu na Spotify to odłsuchania 14 playlist?! (edit: nieprawda)

Tego jeszcze nie grali. Zespół M.I.G. promuje swój hit, emitując go jako reklamę

mig1

Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Chcę sobie włączyć film na YouTube a tu jako reklama pojawia się klip formacji M.I.G. „Miód malina”. Informacja dla tych z Was, którzy się nie orientują – to jeden z większych przebojów disco polo ostatnich miesięcy.  Samą formację M.I.G. powinniście natomiast kojarzyć z kultowego klipu „Co ty mi dasz„.

Zastanawiam się jednak, po co Migowi taka promocja utworu? „Miód malina” nie wymaga raczej promowania, klip ma już bowiem ponad 11 milionów wyświetleń i ci, którzy mieli to usłyszeć, zapewne już usłyszeli. Dodatkowo warto wziąć pod uwagę to, że reklamy na YouTube najprawdopodobniej nie są najtańszą promocji.

Przyznaję, że nie rozumiem do końca tego posunięcia i mam dziwne przeczucie, że skoro na takie działania nie wpadli jeszcze ludzie z dużych wytwórni, to nie są one raczej skuteczne. Ja jednak miałem perwersyjną przyjemność z wysłuchania całej kompozycji M.I.G., mając z tyłu głowy to, że dzięki temu, że obejrzałem całą „reklamę”, to Boiler Room zarobił na disco polo parę pensów.

Tego jeszcze nie grali. Zespół M.I.G. promuje swój hit, emitując go jako reklamę

O co chodzi w wojnie między YouTube a wytwórniami niezależnymi?

Jak pewnie wiecie, toczy się obecnie całkiem poważna wojna między Youtube a wytwórniami spoza tzw. wielkiej trójki. O co chodzi? Digital Music News opublikował umowę, jaką Google przedstawia wytwórniom niezależnym. Najwięcej kontrowersji wywołują dwa punkty:

– Jeśli majorsi zgodzą się na to, aby obniżyć opłaty za serwis (minimalna kwota dla Polski to 8,94 zł) a co za tym idzie obniżyć także stawki dla swoich wykonawców, automatycznie obniżane będą też przychody mniejszych wytwórni. Małe wytwórnie boją się o to, że majorsi mogą się dogadać na jakieś bartery – my zgadzamy się na obniżenie naszych przychodów, ale w zamian dacie nam to i to. Małe wytwórnie wtedy zarabiają mniej, przy czym nie otrzymują niczego w zamian.

Rate Change: To the extent that any major label agrees to any rates for the Google Services that are lower than the rates set forth in Exhibits C or D [percentage rate and per subscriber minimum], including with respect to bundling, Google will have the right to reduce Provider’s analogous rates accordingly, following thirty (30) days written notice (via email will be sufficient) to Provider.

– Google musi mieć content dostępny tego samego dnia, kiedy trafia on np. do serwisów streamingowych. Taka sytuacja sprawia, że artyści, którzy chcieli z jakichś powodów udostępnić swój materiał na YouTube nieco później, albo dogadali się np. z Deezerem na ekskluzywną premierę nie mogą tego zrobić.

Catalogue Commitment and Monetisation: it is understood that as of the Effective Date and throughout the Term, Provider’s entire catalogue of Provider Sound Recordings and Provider Music Videos (including Provider Music Videos delivered via a third party) will be available for the Premium and Free services for use in connection with each type of Relevant Content… Further, Provider will provide Google with the same Provider Sound Recordings and Provider Music Videos on the same day as it provides such content to any other similarly situated partners.

Źródło: Digital Music News

 

O co chodzi w wojnie między YouTube a wytwórniami niezależnymi?