Spotify skończy jak MySpace?

Pamiętacie http://www.mp3.com? Wyobrażacie sobie jakiekolwiek rozmowy branżowe w 2004 roku, w których ktoś głośno zdecydowałby się mówić o tym, że rynek muzyczny poradzi sobie bez MySpace? Spotify może skończyć podobnie jak MySpace – w taki sposób kończy się wpis pt. Streaming Is the Future, Spotify Is Not. Let’s talk Solutions

The Trichordist jest blogiem, na którego łamach trudno znaleźć dobre słowo nt. Spotify. Autorzy krytykują wszystkie poczynania szwedzkiego serwisu i nie ma niemal tygodnia, aby nie wieścili końca obecnej formuły streamingu. Trudno im się zresztą dziwić, skoro Spotify rok rocznie notuje straty idące w setki milionów dolarów. Ktoś musi w końcu wygrać, albo Spotify albo matematyka. Autorzy obstają raczej przy tej drugiej opcji, ale jednocześnie proponują 5 zmian, które pozwolą streamingowi wrócić na właściwe tory.

Wprowadzenie minimalnej kwoty za odtworzenie

To, że twórcy serwisów chcą rozdawać swoją pracę za darmo, nie znaczy, że mają robić to kosztem artystów, którzy powinni dostawać takie same pieniądze bez znaczenia, czy ich utwory były odtwarzane przez subskrybentów czy też użytkowników darmowych.

Opóźnianie premier w streamingu

Ewentualnie stopniowanie premier w zależności od wykupionego abonamentu. Masz najdroższy pakiet – dostajesz płytę w dniu premiery. Płacisz mniej – musisz czekać. Takie rozwiązanie zdaniem autorów powinno zdecydowanie podnieść przychody zarówno serwisów jak i artystów.

Wykupowanie streamingu poszczególnych tytułów

Tak naprawdę nikomu nie potrzeba dostępu aż do 25 milionów utworów za jedną cenę. Może lepiej, gdyby była możliwość, jak to ma miejsce w przypadku VOD, aby wykupować streaming poszczególnych płyt, artystów, itp?

Pakiety

Łączy się to z dwoma poprzednimi punktami. Autorzy proponują rozwiązanie znane chociażby z kablówek. Chcesz mieć dostęp do nowego rapu? Zapłać za pakiet „nowy rap”. Chcesz mieć dostęp do całego katalogu – zapłać dużo więcej. Full opcja wszędzie kosztuje najwięcej – dlaczego nie w streamingu?

Wyzbycie się syndromu sztokholmskiego

Wszelkie próby zmian w biznesie streamingowym komentowane są w podobny sposób: jeśli nie pójdziemy użytkownikom na rękę, to zaczną piracić. Branża filmowa jakoś się tym nie przejmuje i nie udostępnia za darmo dostępu do większości filmów świata za darmo. Najbardziej dochodowy biznes w muzyce ostatnich lat – iTunes – nie był darmowy.

Źródło: The Trichordist

Reklamy
Spotify skończy jak MySpace?